Ptak leżał wycieńczony przy bloku w środku miasta, chciałem go wziąść do domu żeby nabrał sił gdyż uznałem że w takim wycieńczeniu nie zdoła się nigdzie wspiąć, tymbardziej że to nie był już pisklak. Jak bym znalazł go w lesie albo parku to nie dotykałbym go, ale ludzie - to był środek miasta :/
Na to wygląda że padł z niedożywienia, ale tak jak mówiłem - więcej niż te kilka much dziennie po prostu nie mogłem w niego wepchnąć, początkowo je wypluwał, jak nabrał nieco sił to wyrywał się, kręcił głową.
Co do glukozy to prubowałem ją nawet zdobyć, sprawdzałem w sklepach spożywczych, marketach, aptece u chorej na cukrzyce ciotki i niestety nigdzie na nią nie trafiłem.