W szkole średniej i prez okres studiów przez kilka lat z zapałem hodowałem ciemniejszą mutację mącznika młynarka prowadząc selekcję w kierunku jak największych osobników, a czasami dolewając świerzej dzikiej krwi :d

Od końca podstawówki hodowałem również świerszcze. Rozpoczęłem od świerszczy domowych, bo miałem do nich łatwy dostęp - praca ojca... Hodowla polegała na namnożeniu świerszczy, a następnie wypuszczeniu sporej grupki "na pokoje", a reszty do piwnicy, co wystarczało na utrzymaniu się populacji przy życiu na około 1 rok. W kolejnym roku cykl rozmnożeniowy się powtarzał... Byłem w konfortowej sytuacji, bo rodzice żyli w przeświadczeniu, że jeśli po mieszkaniu chodzą świerszcze, to w domu nie będzie żadnego innego robacytwa. Tak więc bywały okresy, że świerszcze nie tylko że swobodnie sobie chasały wieczorami po mieszkaniu i straszyły gości ostentacyjnie przechadzając się za kibelkiem w ubikacji, ale nawet latały - jeden nieszczęśliwie wylądował pewnego razu na mojej cioci, a inny z kolei na nosie mojej siostry :] Później w podobny sposób hodowałem (namnażałem i wypuszczałem) również świerszcze bananowe, natomiast świerszczy śródziemnomorskich jakoś nie miałem odwagi wypuścić :P - za duże z nich bydlaki :/